Wywiad z Sebastianem Majewskim

Beata Kustra: Który raz jesteś w Rzeszowie?

Seb Majewski: Drugi. Pierwszy raz byłem z Akropolis w reżyserii  Łukasza Twarkowskiego. Mieliśmy wtedy trochę problemów, ponieważ musieliśmy Dużą Scenę Starego Teatru zmieścić na Dużej Scenie Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie, która jest głęboka, ale wąska. Długo wciskaliśmy w nią olbrzymi kontener, w którym Małgorzata Hajewska – Krzysztofik mówiła swój fantastyczny monolog. Ale te wysiłki się opłaciły. Łukasz dostał nagrodę za ten spektakl. 

BK: To była pierwsza edycja Festiwalu Nowego Teatru?

SM: Tak.

BK: Wracasz teraz po dwóch latach i widzisz jakąś perspektywę rozwoju tego festiwalu? Uważasz, że w mieście jakim jest Rzeszów ten festiwal ma potencjał? Mam na myśli również szanse zaistnienia na mapie festiwali, które odbywają się w Polsce.

SM: Myślę, że ważne jest, aby ten festiwal emancypował nowy teatr. Mam na myśli wzmocnienie tego teatru teorią i postawami krytycznymi, podkreślaniem na płaszczyźnie teoretycznej, że zmiany w teatrze nie są fanaberiami reżyserów, ale odpowiedzią na to, co się dzieje na świecie, jak się on zmienia, na tempo tych zmian. W tym świetle ważnym staje się pytanie o to jak media elektroniczne nas organizują i jak to wszystko przenieść i zainstalować w teatrze, tworząc w nim de facto spektakle realistyczne {bo bliskie rzeczywistości}. Myślę również, że festiwal w Rzeszowie to platforma spotkań podobnie myślących twórców oraz przeglądających się w sobie spektakli powstałych niezależnie {albo i nie} w różnych ośrodkach. Warto jest nas spotkać, skonfrontować i zobaczyć, co nas inspiruje, a co ogranicza: miejsce, organizator, instytucja, zespół czy widzowie. Co zaś do twojego pytania, czy Rzeszów jest dobrym miejscem na taki festiwal, mogę odpowiedzieć tylko w jeden sposób, tak. Tak jak każde miejsce w Polsce Rzeszów zasługuje na interesujący i być może trudny ale ważny festiwal. A czy mieszkańcy z tego skorzystają czy to odrzucą – jest już ich indywidualnym wyborem.

BK: Czyli forma tego festiwalu, oscylująca między spektaklami konkursowymi i wydarzeniami towarzyszącymi – w których ty też teraz brałeś udział – takimi jak debaty, nasz blog festiwalowy z  ramienia Didaskaliów, gazetka festiwalowa – to wszystko ci się zgadza? Dla ciebie ta formuła jest dobra i uważasz, że pod tym względem ten festiwal jest wartościowy?

SM: Formuła jest – ok. Ale można ją byłoby uzupełnić o wątek dotyczący organizacji życia teatralnego. W jakich warunkach organizacyjnych, finansowych, społecznych i politycznych powstają spektakle. Jakiej wymagają przestrzeni twórczej i instytucjonalnej. Jakiej gotowości i otwartości. Jakiej elastyczności. Wreszcie jakiej odwagi.

BK: Używasz sformułowania „nowy teatr”. Scharakteryzuj czym on jest dla ciebie?

SM: Nowy teatr nie zgadza się z powszechnymi oczekiwaniami widzów wobec teatru czyli nie odpowiada za jakość wypełniania czasu wolnego. Przychodząc do teatru pewna grupa widzów ma jasne i ugruntowane oczekiwania tak konkretne jak wobec kawiarni, restauracji czy ogrodu zoologicznego. Nowy teatr tę pewność narusza, nawet za cenę utraty sympatii. Osobiście wolę uprawiać teatr niesympatyczny niż teatr milusiński.

BK: Mam takie wrażenie, że ty to właśnie robisz. Obserwując spektakle, które robiłeś w Krakowie i te powstałe w Łodzi, uważam, że twój teatr to kompilacją słowa, ruchu, muzyki i mediów. Powiedź czym dla ciebie są te nowe media? To tylko ekrany, jakieś zapośredniczenia, wytrącenie z czasu „rzeczywistego” przedstawienia, czy może rozumiesz to inaczej? Bo jednak twoje spektakle, na różnych etapach pracy, korzystają z nowych mediów. Dla ciebie więc media są w pewnym stopniu jakąś kategorią, która musi się znaleźć w tekście? Dla ciebie to jest na tyle ważne, że zawsze chcesz z tego korzystać, czy jest to taki automatyczny byt, który nie musi się pojawić, ale dobrze jak jest?

SM: Osobiście nowe media to dla mnie przed wszystkim nowa wyobraźnia. Żadna kalkulacja, ani moda, ani strategia. Kiedy Krzysztof Garbaczewski powoływał w Wałbrzychu Gwiazdę Śmierci nie kazałem mu korzystać z mediów elektronicznych, ze społecznościowych komunikatorów albo z informatycznej, zero – jedynkowej narracji. Kamery, kamerki przemysłowe, mikrofony, projekcja live – wszystko to było owocem dzikiej wyobraźni Krzysztofa. A ja odpowiedziałem na nią, wraz z Danutą Marosz, zakupieniem kamer, mikrofonów, jarzeniówek a aktorzy odpowiedzieli gotowością uczenia się nowego języka teatru, gotowością pozbycia się tradycyjnego warsztatu i tradycyjnego pokazywania się widzom na rzecz instalowania się w sytuacjach, technicznego obsługiwania kolejnych scen, pozbycia się ego na rzecz techno. Myśląc o nowych mediach jako o nowej wyobraźni nie wiem jak będą one wykorzystywane pojutrze, bo nie wiem, co ludzie pojutrze będą mieli w głowach. Ale to mnie cholernie interesuje. Obserwuje z przyjemnością jak twórcy przestają traktować nowe media jak atrakcyjny gadżet a przekładają je na sposoby opowiadania, dramaturgię. Słowem wykorzystują treści pozostawiając formy tym którzy jeszcze myślą, że jest powrót do teatru malowania słowem.

BK: Czyli teatr, który tworzysz, bardzo mocno czerpie ze współczesnego świata i ze sposobu w jaki młodzi ludzie się porozumiewają.

SM: Teatr, który tworzę ma też różne dynamiki i stawia mnie wobec innych zadań. W Łodzi, w której teraz pracuję, najważniejsze wydaje mi się oswojenie zespołu z nowym językiem teatralnym a realizatorom, których zapraszam chcę oferować warunki higienicznej, dobrej i twórczej pracy. Nigdy nie stawiam się na pozycji wszystkowiedzącego, co w teatrach – instytucjach potrafi być trudne, bo zespoły wymagają często od dyrektorów arbitralnych rozwiązań w każdej sprawie. Ja nigdy nie chciałbym tak siebie postrzegać. Zapraszam widzów i siebie do głowy Agnieszki Olsten, Pawła Świątka, Wojtka Farugi, Dominiki Knapik, Michała Borczucha czy Wiktorem Rubinem, że wymienię tylko tych, bo w tych głowach czeka na nas niesamowita przygoda, opowiedziana językiem, który różnie podchodzi do mediów, w różnym stopniu je wykorzystuje ale zawsze stara się zbliżyć do granic naszego bezpieczeństwa a niejednokrotnie je przekracza.

BK: Czy ty, także biorąc pod uwagę tą nowomiedzialnośc o której mówisz, jesteś w stanie wyznaczyć jakąś linię repertuarową albo linię rozwoju od swoich pierwszych spektakli do miejsca, w którym jesteś teraz?

SM: Jak zaczynałem to byłem bardziej odważny. Teraz trochę się powstrzymuję. Kiedyś miałem arogancki gest i wydawało mi się, że aktor jest tylko przekaźnikiem treści. Dzisiaj myśląc o aktorach zastanawiam się czy dostają zadania na miarę swojego talentu, doświadczenia i oczekiwań. Czytałem w Notatniku Teatralnym rozmowę z Krzysztofem Zawadzkim, który jest fantastycznym aktorem a w tej rozmowie przypomniał o swojej, trudnej pracy w spektaklu Pocztem królów polskich, w którym mówi okropnie długi monolog Superpiasta napisany przeze mnie, że tak skromnie wspomnę. Jestem przekonany, że gdyby nie talent Krzysztofa, jego wrażliwość i niezwykły warsztat aktorski cały ten monolog, jego forma literacka i sceniczna, byłby nieznośnym ciągiem słów i obrazów. Ten przykład jest dla mnie modelowy, bo pokazuje, że jakiekolwiek nowe media bez świadomego aktora będą absolutnie niczym. Ale na całe szczęście jest coraz więcej aktorów, którzy potrafią w ten świat odważnie, świadomie i twórczo wejść.

 

Dwie podróże

 

Teatr im. Stefana Żeromskiego w Kielcach

reżyseria: Grzegorz Wiśniewski

dramaturgia: Jakub Roszkowski

scenografia: Mirek Kaczmarek

muzyka: Rafał Kowalczyk

Wydarzenia, które przeżywa Harper Regan (Magdalena Grąziowska) w dramacie Simona Stephensa są dla Grzegorza Wiśniewskiego pretekstem do przeniesienia widza w głąb myśli głównej bohaterki. Przestrzeń spektaklu, stworzona przez Mirka Kaczmarka, jest idealną ramą dla wyprawy Harper, odwiedzającą rodzinne miasto po śmierci ojca. Za pomocą scenografii twórcy niezwykle sprawnie przeprowadzają odbiorcę przez historię, opowiedzianą z perspektywy głównej bohaterki. Białe ściany ułożone z płytek, które oddzielają tory, tylko pozornie przypominają jeden z peronów metra. Dzięki odpowiedniemu oświetleniu przestrzeń ta staje się zarówno biurem na początku spektaklu, jak i salą szpitalną, łazienką hotelową, czy częścią domu, ulicy. O tym, że widz znajduje się „w głowie” Harper świadczą rozmaite zabiegi reżyserskie, między innymi chwilowa multiplikacja postaci, czy powtarzanie niektórych scen. Rozszczepienie obrazu nie fragmentaryzuje spektaklu, ale zaskakująco zręcznie pozwala przenieść widza do kolejnej stacji tej podróży. Dowodem na to może być błyskawiczne przejście głównej bohaterki z apartamentu hotelowego do mieszkania matki. Podczas rozmowy kobiet, na scenie można jeszcze oglądać minę zdezorientowanego Jamesa (Krzysztof Grabowski), który odkrywa, że Harper opuściła pokój hotelu. Jego nawoływania przez moment wplatają się w kłótnię matki z córką. Widzowi prezentowana jest postać Allison Woolley (Joanna Kasperek) w taki sposób, jak widzi ją Harper. Matka i jej partner Duncan wygłaszają dokładnie takie kwestie, które chciałaby usłyszeć główna bohaterka. Wydaje się, że nie są to słowa i zachowania odzwierciedlające myśli i emocje danej postaci, ale zdania i gesty przypisane im przez Harper. To prowadzi do wniosku, że wizerunki wszystkich otaczających ją osób są przefiltrowane przez jej głowę i tylko takie może poznać publiczność.

Spektakl dopełniają projekcje – na jednej z białych ścian pojawiają się od czasu do czasu widma postaci. Podczas wspomnianej już rozmowy z matką, za plecami bohaterek wyświetlona zostaje sylwetka córki, co uzupełnia i koresponduje z tematem rodzinnej kłótni. Oszczędne projekcje, złożone głównie z przywołania wizerunku jednej z postaci, wnoszą wiele znaczeń i emocji do poszczególnych scen. Muzyka opracowana przez Rafała Kowalczyka trafnie uzupełnia akcję, zwłaszcza w momencie „tańca” Sary, zasypującej powierzchnię sceny chipsami. Spójna inscenizacja pozwala zatracić się w tym nierzeczywistym wycinku świata prezentowanego przez aktorów kieleckiego teatru, a także przez chwilę doświadczyć kłębowiska myśli stworzonego przez Harper.

JW

Opowieści o bombie

Być jak dr Strangelove
(czyli jak przestałem się bać i pokochałem mundur)

reżyseria: Marcin Liber
tekst i dramaturgia: Jarosław Murawski
senografia, kostiumy, światło: Mirek Kaczmarek
muzyka: Filip Kanieckidoktor-1

Wyreżyserowany przez Marcina Libera spektakl „Być jak doktor Strangelove (czyli jak przestałem się bać i pokochałem mundur)” rozgrywa się w scenografii zaprojektowanej przez Mirka Kaczmarka. Statyczna przestrzeń wyznaczana przez srebrne, masywne ściany wywołuje różne skojarzenia. Czasem jawi się schronem, sztabem dowodzenia, kiedy indziej zaś – powierzchnią księżyca lub też wnętrzem amerykańskiego bombowca. Pod powierzchnią wysuniętego proscenium widać szyby kopalń – to tam w razie wybuchu bomby wodorowej mają schronić się specjalnie wyselekcjonowani przedstawiciele ludzkości.

Oparty na tekście Jarosława Murawskiego spektakl Libera na wielu poziomach (scenografia, muzyka, tekst, projekcje) zainspirowany jest bogatym repertuarem filmów, na czele z tymi, które wyrezyserował Stanley Kubrick. Już w pierwszej scenie przedstawienia oglądamy wariację na temat słynnej teorii spiskowej, mówiącej że film z lądowania Amerykanów na Księżycu wyreżyserowany został w studio przez twórcę „Odysei kosmicznej”. Potem następuje szereg scen inspirowanych powstałym w 1964 roku filmem „Doktor Strangelove” – w kierunku ZSRR lecą amerykańskie samoloty uzbrojone w broń atomową, prezydent Stanów Zjednoczonych negocjuje z szalonym generałem, próbując w ten sposób zapobiec wojnie atomowej. W finale przedstawienia – w przeciwieństwie do filmu – bomba wybucha, następuje koniec świata.

Centralną „postacią” spektaklu jest Bomba atomowa (sic!) grana przez Roksanę Lewak. Ubrana w wymyślną sukienkę i buty na koturnach femme fatale uwodzi mężczyzn. Spektakl Libera ma silny potencjał pacyfistyczny – rozbraja patriarchalne narracje prowadzące do apoteozy wojny. Bomba atomowa krąży w okół siedzących na wózkach inwalidzkich amerykańskich żołnierzy wystylizowanych na kowbojów i weteranów zarazem. Patriarchalni, opętani mitem narodu i etosem ofiary zostają ośmieszeni – spektakl Libera wymierzony jest również w amerykański imperializm.

Na „Być jak doktor Strangelove” składa się szereg imponujących wizualnie, niezwykle pomysłowych, epatujących niebanalną groteską obrazów – każdy z nich gęsty jest od filmowych odniesień. Reżyser wykorzystuje i parodiuje schematy charakterystyczne przede wszystkim dla filmów sf i katastroficznych. Rownocześnie składa hołd Stanleyowi Kubrickowi – postrzega go jako twórcę zdolnego nazywać i definiować lęki współczesnego świata.doktor-16

Wypalona ziemia

Wajdi Mouawad "POGORZELISKO"
Wajdi Mouawad „POGORZELISKO”

Wajdi Mouawad

Pogorzelisko

przekład: Tomasz Swoboda

reżyseria, choreografia: Cezary Iber

Scenografia i kostiumy: Natalia Kitamikado

Muzyka: Michał Zygmunt

Projekcje wideo: Wojtek Warzywoda

Światła: Jędrzej Bączyk

Wajdi Mouawad "POGORZELISKO"
Wajdi Mouawad „POGORZELISKO”

Cezary Iber biorąc na warsztat Pogorzelisko Wajdiego Mouawada, zdecydował się opowiedzieć przede wszystkim o relacjach bohaterów dramatu i dążeniu do prawdy, która jest jednocześnie wyzwoleniem i przekleństwem.

Osią dramaturgiczną spektaklu jest historia rodzeństwa, bliźniaków Jeanne (Sylwia Gola) i Simona (Miłosz Karbownik), których poznajemy w momencie kiedy, po śmierci swojej matki, zapoznają się z jej testamentem. Wypełnianie ostatniej woli matki staje się dla nich drogą ku poznaniu własnego pochodzenia. Labirynt wiedzie przez wypalony przez wojnę kraj Bliskiego Wschodu, zatarte ślady matki i historię brata i ojca bliźniąt, których rodzeństwo ma odnaleźć by wręczyć im napisane przez matkę listy. Wojna, o której także traktuje spektakl, jest tutaj przede wszystkim niszczycielską siłą, która nieodwracalnie łamie ludzkie losy i sprawia, że ludzie złączeni więzami krwi stają naprzeciwko siebie z bronią w ręku. Wojna utożsamiona jest nie z polityką i działaniami na najwyższych szczeblach władzy, ale ślepą przemocą. W spektaklu zostaje jej przeciwstawiona miłość, która mimo wszystko jest możliwa nawet w najgorszych czasach i to ona pozwala w nich przetrwać.

Historię Nawal (Dagny Cipora) poznajemy w serii retrospekcji, które przeplatają się z historią Jeanne i Simona. Wydarzenia dotyczące przeszłości przedstawiane są zazwyczaj z tyłu sceny, gdzie Natalia Kitamikado umieściła pas zielonej, wysokiej trawy. Oszczędną scenografię uzupełniają  projekcje wideo autorstwa Wojtka Warzywody i światła wyreżyserowane przez Jędrzeja Bączyka. Projekcje ilustrują stany wewnętrzne bohaterów i dookreślają sytuacje, w których akurat się znajdują. Podobną rolę pełni w spektaklu muzyka, zwłaszcza wykonywane przez aktorów piosenki dopisane do tekstu Mouawada przez Cezarego Ibera. Poprzez piosenki bohaterowie wyrażają swoje uczucia, a także opowiadają historie. Elementem dodanym przez reżysera są również choreografie wykonywane przez aktorów. Układy taneczne obrazują relacje pomiędzy postaciami. Taniec Jeanne i Nawal jest jedynym momentem, w którym dochodzi do spotkania kobiet, choć ma ono miejsce poza prządkiem chronologicznym. Poprzez wspólny taniec między matką a córką zawiązuje się silna relacja, o której do tej pory nie było mowy. To właśnie nawiązanie kontaktu z matką, poczucie potrzeby odkrycia prawdy o niej, powoduje, że Jeanne decyduje się wyruszyć w podróż na Bliski Wschód, która odbywa się nie tylko na poziomie przestrzennym, ale jest też wyprawą w przeszłość.  Iber wyraziście zarysowuje istniejący początkowo konflikt między siostrą, dążącą do spełnienia ostatniej woli matki, a żyjącym w poczuciu krzywdy Simonem. Nie wiemy co dzieje się z bohaterami kiedy odkrywają prawdę o swojej matce, a także ojcu i bracie, możemy jednak przypuszczać, że ich więź, poprzez odkrycie największych tragedii swojej rodziny, zostaje scementowana.

Wajdi Mouawad "POGORZELISKO"
Wajdi Mouawad „POGORZELISKO”

Rozmowa z widzami o spektaklu „Macabra Dolorosa”, reż. Paweł Szarek

Beata Kustra: Co sądzisz na temat teatru, który tak bezpośrednio angażuje widza, a wręcz go atakuje? Jakie emocje towarzyszyły Ci w trakcie spektaklu?

Nie lubię takiego teatru. Uważam taką sytuacje za bardzo niekomfortową. Aktor kontroluje wszystko, co się dzieje i dlatego widz jest bezradny.

BK: Pretekstem do zajęcia się tematem dzieciobójstwa było dla twórców zabójstwo małej Madzi i medialna burza jaka wokół niego rozgorzała. Co uważasz na temat wyboru tego tematu?

Taka wstrząsająca historia musiała pociągnąć za sobą refleksje artystyczna. Uważam to za adekwatne.

BK: „Makabra Dolorosa” była drugim, po „Samotności pól bawełnianych” spektaklem-koncertem prezentowanym na festiwalu. Jak taka fuzja form wpływa na odbiór spektaklu?

Dystansowała widza, nie pozwalała mu wejść w historie. Sprowadziła ją do impresji scen na temat dzieciobójstwa. Ale równocześnie czyniła spektakl atrakcyjnym.

Rozmowa z widzami o spektaklu „Pogorzelisko”, reż. Cezary Iber

Beata Kustra: Jakie są Pani pierwsze wrażenia po spektaklu Pogorzelisko?

To ciekawy spektakl. Myślę, że może wzruszać, ale i śmieszyć. Podobała mi się scenografia, niektóre rozwiązania sceniczne, inne natomiast drażniły, bo było ich za dużo. Uważam, że wykorzystanie tak wielu środków estetycznych było zbędę w spektaklu, ponieważ nie niosły one za sobą dodatkowych treści. Bardziej miałam wrażenie, że to dodatek o powielonym znaczeniu, niż budowanie kolejnych poziomów interpretacyjnych. Podobała mi się natomiast próba rozdzielenia planów, poprowadzenia historii równocześnie. Momenty, w których opowieść zostaje rozbita na dwie lub trzy równolegle narracje uznaję za ciekawe.

BK: Co Pani myśli na temat nowych mediów? Czy w Pogorzelisku sprawdziło się ich wykorzystanie?

Nowe media także zostały potraktowane jako dodatek. Odebrałam je jako próbę oddania stanów emocjonalnych bohaterów, chociaż o postaciach dowiadujemy się wystarczająco dużo z warstwy tekstowej.

BK: A muzyczna warstwa spektaklu?

Mi się podobało, lubię takie rozwiązania. Wydaje mi się, że to zależy od człowieka i jego stopnia zażyłości z teatrem. Muzyka w tym spektaklu była lekka, ja taką lubię.

BK: Znała Pani wcześniej dramat Pogorzelisko?

Nie, nie znałam. Ale wiem, że musze przeczytać. Bardzo mi się podoba ten tekst, chociaż słyszałam, że zaszły pewne zmiany na potrzeby spektaklu. Ciekawi mnie co zostało wyrzucone. Właśnie – Pogorzelisko to przedstawienie, które ciekawi.

Piątek, 25.11.2016 – Ósmy dzień FNT

O godzinie 14.00 zapraszamy na drugi podczas festiwalu pokaz InstalAkcji Profil pośmiertny w reżyserii Kuby Falkowskiego. InstalAkcja odbędzie się w Wyższej Szkole Informatyki i Zarządzania (Klub Akademicki IQ, ul. Sucharskiego 2). O godzinie 19.00 zapraszamy na Dużą Scenę Teatru im. Wandy Siemaszkowej na ostatni spektakl konkursowy – Harper w reżyserii Grzegorza Wiśniewskiego.

Zapraszamy!