Rozmowa ze Stanisławem Godlewskim, członkiem Jury tego rocznej edycji Festiwalu Nowego Teatru w Rzeszowie

FMK: Jak zapatrujesz się na formułę tego Festiwalu – mamy dziewięć spektakli, a oprócz tego wydarzenia towarzyszące, takie jak: debaty; kinoteka; wystawy; warsztaty, tworzące niejako kontekst dla tematyki przedstawień konkursowych.

S.G: Myślę, że ten Festiwal ma bardzo fajną formę – między innymi właśnie ze względu na wydarzenia towarzyszące, które wchodzą w interesujący dialog z prezentowanymi spektaklami. Promują one zarówno polską dramaturgię jak i zagraniczny teatr. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie tego typu imprezy pozbawionej rzeczy dziejących się „gdzieś obok”. Nie chciałbym festiwalu, składającego się tylko z wieczornych spektakli, na którym widzowie zastanawiają się co zrobić ze swoim czasem w ciągu dnia. Tutaj tych wydarzeń dodatkowych jest sporo i bardzo mnie to cieszy.

FMK: Jak rozumiesz naczelną formułę festiwalu, czyli pojęcie nowego teatru? Z czym według Ciebie wiąże się to stwierdzenie?

S.G: Dla mnie nowy teatr wcale nie zależy od wieku twórcy, a raczej od problemu i sposobu w jaki prezentuje się go na scenie. „Kanonizowani” mistrzowie są w stanie zaprezentować spektakl, który jest tak świeży i ciekawy, że też wpisuje ich w tę formułę. Na tym konkretnym festiwalu wydaje mi się szczególnie ważna promocja młodych twórców i, jeśli miałbym mówić o swoim kluczu oceny przedstawień, to właśnie docenienie tych zazwyczaj „mniej docenianych” byłoby wartością nadrzędną. Chodzi o takie osoby, które nie są jeszcze klasykami (choć też nie debiutantami, bo takich tutaj nie ma), ale starają się dopiero torować sobie drogę przez świat polskiego teatru. Poziom tego festiwalu jest na tyle dobry, że chyba należy wyznaczyć sobie pewne priorytetowe kwestie, którymi kierować będziemy się w ich ocenie, oraz, co za tym idzie, podczas przyznawania nagród.

FMK: Padło tutaj sformułowanie „młodzi twórcy”. Jednak czynnikiem wyróżniającym ten festiwal jest także młode jury. Zauważalne jest to zwłaszcza w kontekście podobnych imprez o znaczeniu ogólnopolskim, których ocenianiem zajmują się tzw. „stary wyjadacze”. Czy uważasz, że ta rzeszowska formuła jest dobrym rozwiązaniem?

S.G: Choć dość niezręcznie jest mi o tym mówić, to myślę, że ta idea młodego jury bardzo dobrze się tutaj sprawdza. Jest ona o tyle ciekawa, że dobierane są osoby z różnych ośrodków i w tym roku również odmiennych dziedzin. Nie są to wyłącznie krytycy, czy doktoranci, ale jest też na przykład Weronika (Weronika Murek – przyp. red.), która jest pisarką, czy Patrycja (Patrycja Maksylewicz przyp. red.), która ma fantastyczne świeże spojrzenie, zajmująca się bardziej sztuką, niż stricte teatrem dramatycznym. Nie wiem z kolei jak ta zaproponowana przez twórców formuła „odmłodzenia jury” ma się do samych werdyktów,  jest chyba jeszcze za wcześnie żeby tworzyć tego typu podsumowania. Może po paru edycjach należałoby porównać, co nagradzali Ci przywołani „starzy wyjadacze”, a co wygrywało tutaj.

FMK: Czy kierunek, w którym się kształcisz – czyli teatrologia – okazuje się rzeczywiście pomocny takiej pracy jak ta?

S.G: Z pewnością tak. Nie tylko dlatego, że jako „teatrolog” jestem w tej komfortowej sytuacji, że część z prezentowanych na festiwalu przedstawień już wcześniej miałem okazję obejrzeć. Dzięki temu mogę porównać różne rzeczy i przekonać się jak te inscenizacje zagrają na tej, wyjątkowo trudnej moim zdaniem, scenie (mam na myśli przede wszystkim jej wielkość). Edukacja teatrologiczna na pewno bardzo pomaga, ułatwia pewne kwestie. Cieszę się, że w naszym tegorocznym jury zasiadają zarówno osoby z tego typu „branżowym” wykształceniem (przez co mogą dostrzegać kształtowanie się jakiś nowych nurtów w polskim teatrze) jak i ludzie z innym, świeższym spojrzeniem, na przykład bez znajomości tego, z czym dany twórca kojarzony był do tej pory.

FMK: Wspomniałeś na początku naszej rozmowy o kryteriach nagradzania młodych twórców, skupiając się raczej na generalnym odbiorze danego spektaklu. O jakim kluczu możemy w takim razie mówić w przypadku nagradzania aktorów, oczywiście chodzi nam o Twoją indywidualną perspektywę.

S.G: Przede wszystkim, myślę, że warto doceniać i promować młodych aktorów, uprawiających ten strasznie trudny i w gruncie rzeczy nisko opłacalny zawód  (w ogóle, nie tylko w Polsce, choć mam wrażenie, że tutaj zwłaszcza). Jeśli zaś chodzi o ocenianie jakichś środków aktorskich, jest niezwykle ciężko wyznaczyć w tym względzie jakieś kryteria. Jest to o tyle trudno, że mamy do czynienia ze zupełnie różnymi od siebie spektaklami, a co za tym idzie także teksty, sposoby jego podawania i konwencje, którymi operują poszczególni reżyserzy są bardzo odmienne. Nie można będzie więc przyznać jakiegoś głównego „Oskara”, bo aktorzy często posługują się w tych przedstawieniach zupełnie innymi językami. Dla mnie jest to kwestia najbardziej subiektywna, nie da się zastosować stricte naukowych wyznaczników odpowiedniego konstruowania roli, rezygnując tym samym z własnych odczuć i opinii, które nie dają się jasno zdefiniować odgórnymi kategoriami.

FMK: Chcielibyśmy jeszcze zapytać o Twoje oczekiwania, z jakimi przyjechałeś na Festiwal do Rzeszowa. Czego się spodziewałeś i co chciałbyś zachować dla siebie w ramach swoistego podsumowania tych dziewięciu, spędzonych tutaj dni?

S.G: Przyjeżdżałem z nastawieniem bardzo pozytywnym, uzasadnionym przede wszystkim świetnym programem. Na większość z prezentowanych tutaj przedstawień już dawno chciałem się wybrać, jednak na nie każde było mi po drodze. Ciekawe wydało mi się również przywołanie sylwetki Schlingensiefa i bardzo się cieszę, że mogłem tyle się o nim tutaj dowiedzieć. Cieszyłem się też na możliwość odświeżenia spektakli, które bardzo sobie cenię. Największym zyskiem jest dla mnie zobaczenie spektakli z takich mniejszych miast jak Tarnów, czy Kalisz. I jeśli uda się wypracować z pozostałymi członkami jury jakiś dobry kompromis, to wyjadę stąd zachwycony. Ten festiwal pokazuje jak bardzo różnorodni są młodzi twórcy, jak różnymi językami operują i jak traktują tematy, które podejmują. Bardzo mnie cieszy mnie, że większość z przedstawień stanowi rzetelne pochylenie się nad jakimś problemem, bez jakiegoś krzywdzącego upraszczania.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s