„Zanurzam się w przestrzeni serca” – Rozmowa z Kubą Falkowskim – aktorem, performerem, inicjatorem warsztatów Ciało jako ekran, zorganizowanych podczas Festiwalu Nowego Teatru w Rzeszowie

FMK: Jaką siłę oddziaływania może mieć dzisiaj Twoim zdaniem performans i jakie dostrzegasz jego najważniejsze znaczenie zarówno dla siebie jaki i widza, z którym spotykasz się w bezpośrednim kontakcie?

K.F: Lubię myśleć o performansie jak o metodzie, czy sposobie działania, poruszania się w rzeczywistości. Swego czasu zafascynowały mnie takie hasła jak „sztuka życia”, głoszone przez XX wieczną awangardę i jednocześnie zainspirowały do praktykowania kreatywnego działania w ogóle. Życie samo w sobie stanowi idealny materiał do stworzenia z niego prawdziwego dzieła. I tu pojawia się performance jako wspaniała metoda, narzędzie do eksperymentowania, przesuwania i badania granic. Chodzi mi o wykraczanie, czy regularne zapuszczanie się w miejsca, pozostające poza indywidualną strefą komfortu. Mam cały czas na uwadze świadomość, że tylko tam możliwa jest transformacja i pogłębienie doświadczenia. Performance zwraca uwagę na coś bardzo ważnego – znaczenie ma akt, proces i działanie. Bierność i pozycja obserwatora działa tylko do pewnego momentu. Żeby coś przeżyć, trzeba wejść w proces, zacząć działać lub dać się poruszyć. Akcja performance otwiera pod tym względem ogromne możliwości. Interesują mnie potencjał jaki drzemie w bezpośrednim spotkaniu, wzajemnym odziaływaniu na siebie. Ciało, zarówno jego obecność w przestrzeni jak i nawiązywanie przez nie interakcji, stanowią dla mnie pewien inny wymiar. Składa się na niego wszystko to, co jest bardziej pierwotne od intelektualnych i rozumowych prób pojęcia rzeczywistości. Z osobistych doświadczeń praktykowania sztuki performance wywnioskowałem, że często mają one (przynajmniej dla mnie) znaczenie silnie rytualne. Poprzez konkretne działania wykorzystywane wokół danego tematu, dochodzi we mnie do głębokiej przemiany. Cutting piece, w którym niejako wystawiam się odbiorcom na pokaz i ranie swoje ciało żyletką, zmienił diametralnie mój stosunek do ciała. Zacząłem potem czule się nim „opiekować”, „troszczyć” i „chronić je”. Zmieniło się także to, jak postrzegam innych ludzi, ich wybory, oraz w ogóle odbieranie przepływających przeze mnie emocji, towarzyszących mi w sytuacji ekstremalnej. Performance moim zdaniem, nie udaje, o ile nie jest „teatralny” – jest on autentyczny właśnie w swojej nie teatralności. Stąd również płynie jego siła i moc, w tym, przede wszystkim, ta oddziaływająca na odbiorców. Bezpośredniość i szczerość zawsze będą bardzo silnie działać, mając przy tym moc swoistej transformacji.

FMK: Na zorganizowanych przez Ciebie podczas festiwalu warsztatach multimedialnych Ciało jako ekran, w kontekście jednego ze swoich performansów, wspominałeś prozaiczne sytuacje jak na przykład zmiana kanałów telewizyjnych (konsekwencje świadomego wyboru). Chcieliśmy zapytać co, albo kto, poza codziennymi sprawami, jest dla Ciebie inspiracją? Czy na przykład performanse Mariny Abramovic, w których artystka często okalecza swoje ciało, wywarły jakiś wpływ na Twoje zainteresowanie podobnymi zabiegami i cielesnością w ogóle.

K.F: W 2007 r. spotkałem na swojej drodze Roberta Wilsona i było to spotkanie, które odmieniło moje myślenie o sztuce i życiu w ogóle. Stało się to dla mnie ogromną lekcją, z której mogę nieustannie czerpać inspirację. Potem pojawił się szereg głębokich bodźców. Wszystko za sprawą różnych performerów i dzieł, jakie miałem okazję osobiście zobaczyć. Wśród tych najważniejszych jest z całą pewnością Tehching Hsieh, artysta, który w swoim życiu zrealizował pięć performansów. Każdy z nich trwał dokładnie rok – 365 dni zamknięcia w klatce, nie wchodzenia pod jakiekolwiek zadaszenie, ani nie korzystania ze środków transportu. Okrągły rok spędzony na przywiązaniu liną do kobiety, koleżanki, artystki. Traktuje go jako swojego mistrza. Marina Abramović na pewno również w tych inspiracjach się znajduje, choć wówczas nie pamiętam żeby któreś z jej konkretnych poczynań wywarło na mnie decydujący wpływ. Z resztą ekstremalne działania na ciele to nie tylko jej domena. Zafascynował mnie Chris Burden, Joseph Beuys, ale też i polscy artyści, tacy jak Zbyszko Trzeciakowski, duet KwieKulik, Warpechowski, Kantor ze swoimi licznymi happeningami, Zygmunt Piotrowski i jego praca z oddechem, energetyką człowieka i pamięcią, czy w końcu Jan Świdziński – polska ikona, twórca pojęcia kontekstualności. Jest cała masa wspaniałych, inspirujących artystów. Lubię też po prostu słuchać ludzi. Czasem jedno słowo w rozmowie jest w stanie „zapalić mi nad głową żarówkę”, warunkującą działanie. Staram się uważnie patrzeć, widzieć, spostrzegać. Praktyka performance to w dużym stopniu także trening uważności i obecności. Kiedy szukam inspiracji, uspokajam umysł i zanurzam się w przestrzeni serca. Człowiek jest dla mnie jak odbiornik radiowy – przepływa przez niego życie.

FMK: Jako aktor-performer zajmujesz się zarówno kwestią obecności tu i teraz, bliskiego spotkania z widownią, jak i różnego rodzaju środkami multimedialnymi. Czy oddzielasz jakoś od siebie te dwie sfery?

K.F: Nie muszę. Z jednej strony są to różne rzeczywistości. Z drugiej zaś, wszystko jest dla mnie jednością 😉 Moje podejście do pracy siłą rzeczy staje się odmiene – inaczej fukcjonuje się wobec ludzi, a inaczej wchodzi w interakcję z maszyną.

FMK: Jesteś absolwentem wydziału aktorskiego w krakowskim PWST. Często współcześni aktorzy, zwłaszcza Ci współpracujący z takimi reżyserami jak Warlikowski czy Lupa, mówią, że wyniesione ze szkoły „aktorzenie” przeszkadza im w twórczych poszukiwaniach. Stąd pytanie do Ciebie, czy wykształcenie aktorskie nigdy nie okazywało być w jakiś sposób blokujące?

K.F: Na szczęście PWST było dla mnie spotkaniem ze wspaniałymi pedagogami, których podejście do pracy polegało raczej na wydobyciu szczerej, wewnętrznej prawdy danej osoby, a nie uczeniu tzw. „warsztaciku” aktorskiego, wraz z odpowiednimi dla danej sytuacji gestami i grymasami. Choć tacy też oczywiście się zdarzali. Najważniejsza wydaje się jednak moja decyzja, to od kogo i czego tak naprawdę chcę się uczyć. Szkoła aktorska potrzebna była mi również do tego, aby najpierw ją zanegować i móc spróbować czegoś zupełnie innego (tak jak w pracy z Wilsonem), a później na nowo ją docenić. Z pewnością trzeba zachować czujność i nie popaść w aktorską manierę. Jednak ja ze swojej perspektywy wspominam to doświadczenie bardzo dobrze. Warsztat aktorski to również szereg konkretnych narzędzi i wiedzy przydatnej na co dzień. Mnie posłużył on do dalszej, pozascenicznej pracy nad świadomością ciała, emocji, konstruowania komunikatów, czy generalnie słuchania.

FMK: Czy mógłbyś opowiedzieć pokrótce o tym jak wyglądała Twoja współpraca z Robertem Wilsonem i jaką miało to zasługę w tym, że zamiast poszukiwać etatu w teatrze, postanowiłeś działać samodzielnie jako aktor-performer?

K.F: Pracowaliśmy nad spektaklem, który miał powstać w Teatrze Dramatycznym w Warszawie, po czym zostałem zaproszony do wzięcia udziału w warsztatach odbywających się w jego Watermill Center for Arts na Long Island pod Nowym Jorkiem. Uczestniczyłem także w próbach do opery Faust, którą realizował wówczas dla warszawskiej Opery Narodowej. Praca z Wilsonem zainspirowała mnie do poszukiwań nowych form twórczej ekspresji. To właśnie po tym doświadczeniu, zdecydowałem się na podjęcie intemedialnych studiów na krakowskiej ASP, gdzie zetknąłem się z performansem w praktyce. Zacząłem wówczas tworzyć także w oparciu o medium video, co okazało się być niezwykle transformującym doświadczeniem. Wszystkich zainteresowanych naszą współpracą z Bobem, odsyłam do mojej pracy magisterskiej, dokładnie jemu poświęconej (Didaskalia nr 95 lub http://www.kubafalkowski.co.nf/kubafalkowski/wilsontxt.html ). W tamtym czasie nie szukałem etatu, gdyż wydawało mi się to w jakiś sposób ograniczające. Chciałem eksplorować inne media, wykroczyć poza teatr i typowe granie na scenie. Praktykowanie performance dało mi taką możliwość. Teraz mam do tego nieco inny stosunek. Myślę, że byłbym w stanie połączyć etat z indywidualną praktyką. Etatu obecnie nadal nie mam, więc jeżeli czyta to jakiś dyrektor, to zaznaczam, że jestem otwarty na współpracę.

Dziękujemy za rozmowę i trzymamy kciuki za kolejne artystyczne poszukiwania.

Forum Młodych Krytyków

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s