(Nie)widzialne pragnienia

teatr-zeromskiego-samotnosc-pol-bawelnianych-9
fot. Krzysztof Bieliński

Wyreżyserowaną przez Radosława Rychcika „Samotność pól bawełnianych” Bernarda Marii Koltèsa pokazano w przestrzeni rzeszowskiego klubu muzycznego Pod palmą. W konsekwencji szczególnie widoczny stał się koncertowy charakter tego wydarzenia. Najpierw słyszymy ogłuszającą, rytmiczną, szybką muzykę zespołu Natural Born Chillers. Odsłania się prowizoryczna kurtyna. Wśród kłębów dymu widzimy ubranych w czarne garnitury wykonawców: Tomasza Nosińskiego – klienta – i Wojciecha Niemczyka – dealera. Ich twarze pokryte są pudrem, wokół oczu mają czarne, coraz bardziej rozmazane cienie. Za ich plecami znajduje się zespół wykonujący muzykę na żywo. Dwaj mężczyźni w swoisty sposób poddają się głośnej, transowej muzyce. Drgają, wykonują powtarzalne, jakby zaprogramowane ruchy. Są podnieceni, nerwowi, zniecierpliwieni, a zarazem spięci, zawstydzeni. Zdają się poddani jakiejś większej od nich, niemożliwej do opanowania sile – pragnieniu, pożądaniu.

Nie patrzą na siebie, przez większą część spektaklu nie nawiązują żadnego kontaktu. Melorecytują długie monologi. Jest najciemniejsza pora nocy. Ich drogi przecinają się w jakimś pokątnym miejscu, w którym może dojść do spełnienia najskrytszych pragnień. Klient czegoś pragnie – Dealer może mu to dać. Na razie jednak są dojmująco samotni, nienasyceni. Próbują zbliżyć się do siebie, nawiązać kontakt – okazuje się to niemożliwe. W seriach długich monologów próbują nazwać swoje pragnienia, negocjują warunki ich spełnienia. Wreszcie Klient powoli rozbiera się, starannie składa ubrania. Staje nagi na scenie, bezbronny, trzęsie się z zimna. Po długiej chwili podchodzi do niego Dealer, okrywa go swoją marynarką. To pierwszy moment spektaklu, w którym dochodzi miedzy nimi do kontaktu – jest to też jedyny moment czułości. Chwilę pózniej namiętnie, agresywnie całują się.

W finale spektaklu wyświetlony zostaje agresywnie zmontowany kolaż przedstawiający fragmenty filmów odnoszące się do tematu pożądania i transgresywnej seksualności. Soliści odwracają się tyłem do widowni, oglądają je razem z widzami. W przygotowane przez Martę Stoces wideo włączone zostały obrazy z szerokiej gamy utworów: oglądamy epizody z performansów, filmów pornograficznych, filmów animowanych. Za sprawą wideo utrzymanego w konwencji teledysku to, co ukryte, stłumione zostaje ujawnione. Ciemne (ale także te bardziej niewinne) wyparte przez społeczeństwo pragnienia stają się widzialne. Nie przynosi to jednak ukojenia ani tym bardziej nasycenia – bohaterowie zajmują te same miejsca, pozycje, które zajmowali na początku spektaklu. Są samotni, odizolowani. Poszukiwanie spełnienia może zacząć się na nowo. Rzeczywistość się zapętla.

Spektakl Rychcika fascynuje swoim transowym, hipnotycznym rytmem i inscenizacyjną czystością. Przedstawienie jest ascetyczne i bardzo czytelne, często szokujące swoją szczerością. Komunikatywności spektaklu, jego emocjonalnego potencjału, a nawet wierności dramatowi Koltèsa nie zredukował nawet fakt, że duże fragmenty tekstu zostały zagłuszone przez muzykę. Pozornie proste sekwencje składają się na wymowną, działającą na wielu poziomach inscenizację.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s