Z twórcami „Afryki” rozmawiają Katarzyna Lemańska i Karolina Wycisk

Katarzyna LemańskaKilka lat temu robił Pan w teatrze w Wałbrzychu spektakl o „W pustyni i w puszczy” Sienkiewicza. Teraz znowu zderzamy się z tematem Afryki, ale nie da się do niego przypisać jednego autora czy inspiracji…

Bartosz Frąckowiak: Spektakl w Wałbrzychu dotyczył niemal wyłącznie polskich i europejskich fantazmatów dotyczących tego kontynentu, które są rozsiane w książce Sienkiewicza. „W pustyni i w puszczy” to swego rodzaju książka formacyjna, ważna w dzieciństwie, książka, która tworzy polskie wyobrażenie Afryki, Afryki jako Innego (Innej?) Europy. Fascynujące, ale też całkowicie przeoczone i nie poddane krytycznej lekturze, jest to, co mówi Staś, biorąc udział w walkach plemiennych: a co by było, gdyby kiedyś wrócić tutaj do Afryki i założyć drugą Polskę?, albo, to druga fantazja, stworzyć legion czarnoskórych i wrócić z nim do Polski, żeby ją odbić i odzyskać niepodległość. Tych wątków z książki Sienkiewicza się nie komentuje, nie dyskutuje się krytycznie o tej powieści, a w gruncie rzeczy jest to fragment, który jest czysto kolonialną fantazją. W dwudziestoleciu międzywojennym istniała polska organizacja Liga Morska i Kolonialna, licząca bardzo wielu członków, która tworzyła zręby polskiego projektu kolonialnego i którą wspierał Sienkiewicz. Polska, jako kraj na wiele lat wymazany z mapy, będąca w sytuacji postkolonialnej marzy o staniu się europejskim imperium i podłączeniu pod główny grzech Europy. Swoją słabość chce przekuć w moc. „W pustyni i w puszczy. Z Sienkiewicza i z Innych” było głównie na ten temat, o polskich fantazmatach na temat Afryki, o problemie z reprezentacją inności, o trudności mówienia o tym temacie, o orientalizmie, o rasistowskich motywach ukrytych w kulturowych kodach przyjmowanych za oczywiste. W „Afryce” natomiast bardziej zdecydowanie wchodzimy na grunt polityczny, ekonomiczno i społeczny. Podstawowy pomysł był taki, żeby punktem wyjścia uczynić Kapuścińskiego. To z jego książek o Afryce – „Hebanu” czy „Wojny futbolowej” – czerpiemy wiedzę na temat tego kontynentu. Główna postać, czyli Reporter wyznacza sobie zadanie: jedzie w te miejsca, w których w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, czyli w historycznym momencie dekolonizacji, był Kapuściński i sprawdza, czy coś się tam zmieniło. Jakie zjawiska, procesy, jakich ludzi, jakie obrazy i sytuacje spotkałby tam dzisiaj. Źródeł inspiracji było wiele: relacje pisane, reportaże, fotografie i inne materiały wizualne, nagrania audio, filmy dokumentalne i fabularne, artykuły o pomocy rozwojowej, ale też wiedza zaczerpnięta z kontaktu z osobami, które tam mieszkały.

Karolina Wycisk: Możecie zdradzić kilka tytułów filmów, które były inspiracją?

Anita Sokołowska:To było tak, że spotkaliśmy się przed wakacjami na dwutygodniowy research: podjęliśmy próby badania, oglądania, czytania, robiliśmy ćwiczenia na wyobraźnię – mówiliśmy jak my sobie wyobrażamy Afrykę, a potem zderzaliśmy to z filmami dokumentalnymi. Ta praca o tyle była inna, że to, co my znaleźliśmy podczas naszych badań Afryki, weszło do spektaklu. Dopiero po tych dwóch tygodniach Agnieszka i Bartek siedli i zaczęli pisać.

B.F.: Źródeł inspiracji było mnóstwo. Może powiem o dwóch, które były bardzo istotne. Pierwszą była Telewizja Godarda, który został zaproszony przez rząd Mozambiku (nowy rząd po dekolonizacji), aby stworzył telewizję od podstaw. Założenie było takie, że ta telewizja nie miała reprodukować zachodnich wzorców jeżeli chodzi o konwencje audiowizualne, ale też sam proces produkcji. Jeśli naród jest wspólnotą wyobrażoną, to telewizja tworzona przez Godarda miała wytworzyć poprzez obrazy zupełnie innych typ wspólnoty, inaczej ją sobie wyobrazić, jako wspólnotę niekapitalistyczną, rewolucyjną. No i Godard zgodził się tam pojechać. Dla niego ciekawe było to, co nazwał nieznajomością obrazów: twierdził, że ludzie w Mozambiku nie znają obrazów, więc tworzył telewizję dla ludzi, którzy dopiero uczą się patrzenia na obrazy. To oczywiście trochę europejska fantazja Godarda. Bo przecież jakieś obrazy znane były w Mozambiku. Nieznane były jednak obrazy reprodukowane technicznie i związane z nimi sposoby patrzenia i konceptualizowania świata. I Godard zaczął tworzyć serial, robić zdjęcia, pokazywać ludziom fragmenty, kręcić sytuacje ludzi patrzących na obrazy. Po kilku miesiącach poniósł klęskę. Sprzęt, którego używał, nie był neutralny ideologicznie (to obsesja Godarda: technologia ma wpisaną w siebie ideologię) i cały ten utopijny projekt, który miał kształtować naród, w jakimś sensie się nie udał . Godard był idealistą. I to jest właśnie najciekawsze w tym projekcie. Druga inspiracja to film Renzo Martensa „Episode 3: ‘Enjoy Poverty’”, który dzieje się w Kongu. Holenderski filmowiec na byłej plantacji palm olejowych założył centrum sztuki, gdzie organizował wideokonferencje z Richardem Floridą na temat przemysłów kreatywnych, z ludźmi pracującymi wcześniej na tej plantacji. I stworzył bardzo kontrowersyjny projekt, w którym uczył Kongijczyków fotograficznej reprezentacji biedy, która może być ich największym zasobem – dawać największe profity. Uczył ich, w jaki sposób przedstawiać na fotografiach biedę, aby Europejczycy chcieli ją kupować.

K.W.: Jest to ciekawe w kontekście festiwalu, któremu patronuje Schliengensief, który też podejmował eksperymenty afrykańskie po wielokroć. Nie były jednak one udane, widać w tej sferze wizualnej mówienie o Afryce zdaje się w pewnym momencie niemożliwe. Na ile kierowaliście się państwo stereotypami na temat Afryki w kreowaniu obrazu?

Sonia Roszczuk: Stereotypy same pojawiły się w momencie, gdy zaczęliśmy o tym rozmawiać. Okazało się, że nic nie wiem na ten temat i to jest właśnie to, co później animuję na scenie. Sami się na tym łapiemy, że nasza wiedza jest znikoma.

Fragment rozmowy Katarzyny Lemańskiej oraz Karoliny Wycisk z reżyserem przedstawienia Afryka, Bartoszem Frąckowiakiem oraz aktorami spektaklu. Rozmowa odbyła się w dniu 23.10.2015 roku we foyer Teatru im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie.

Co sądzisz o… ? – czyli pytania do widza po spektaklu „Afryka”

Co sądzisz o sięganiu po, tak rzadko poruszany w teatrze, temat jakim jest Afryka – czy może być to interesujące dla polskiego widza?

Tak. Dla mnie Afryka jako kontynent nie jest wcale interesująca i nie stała się też taka po spektaklu, który bardzo mi się podobał. On się broni na poziomie formalnym. Sam sposób podania informacji sprawia, że widz może wejść w Afrykę obok afrykańskiego tematu i szukać pewnych punktów, które będzie mógł metaforyzować, bądź rozwijać. Stąd trochę staje się obojętne czy widz interesuje się Afryką, czy nie.

Czy Tobie też, tak jak aktorom spektaklu, podczas myślenia o Afryce wpadają do głowy stereotypowe obrazy?

Absolutnie. Moja Afryka to kraj Króla Lwa, reportaży Kapuścińskiego i studni budowanych przez Bono.

Czy podpisałabyś się pod stwierdzeniem, że publiczność została oskarżona o pielęgnowanie we współczesnej kulturze przywołanych w przedstawieniu stereotypów związanych z Afryką?

Nie czułam się tu oskarżana, nie przyjmowałam tego w ten sposób. Mam wrażenie, że sytuacje oskarżenia niwelował fakt, że twórcy również nie byli znawcami. Prowadzona opowieść była fragmentaryczna, to nie była opowieść znawcy. Jeśli już, to wszyscy byliśmy na równi winni niewiedzy o Afryce.

Podróż na (nie) znany kontynent

„Co wiesz o Afryce” – pytają z wyglądającej na opuszczoną piwnicę (bardziej w stylu dziecięcego azylu niż owianej tabu przestrzeni Urlicha Seidla) aktorzy bydgoskiego przedstawienia, kierując te słowa nie tylko do samych siebie, ale i do widzów. Obok starych bibelotów pamiętających czasy niejednej wojny (maszyna do szycia, potłuczone garnki, drewniane skrzynki) i harcerskiego namiotu, wśród serii skojarzeń szybko pojawiają się „wydęte brzuszki”, „kobiety z garnkami”, brak wody, czy epidemia AIDS. Autorzy przedstawienia nie zamierzają jednak poprzestać na kalkach rzeczywistości, nie chcą też piętnować wyłącznie mas mediów, które kreują świat – jak się później okaże – opłacalny. Zamiast mnożenia stereotypów, dramaturżka spektaklu Agnieszka Jakimiak wraz z reżyserem Bartoszem Frąckowiakiem, starają się formułować pytania o przyczyny uzależnienia Czarnego Kontynentu od Europy. Bazą spektaklu stanie się zarówno sprawiający trudność język (tzw. „słowa które zostały wymazane”), manipulatorskie statystyki o niedożywionych dzieciach albo wreszcie bohaterowie, którzy – jak mówią twórcy – nie wiedzą nic więcej, niż my.

Postaci, a wśród nich Murzynka (Sonia Roszczuk), jako uosobienie innego, boleśnie obnażająca braki wiedzy białego Reportera (Piotr Wawer), a także zamierająca w bolesnym bezruchu na słowo „biały” Stewardessa (Klara Bielawka), wtłoczeni zostają w rzeczywistość znakową. Jakimiak z Frąckowiakiem odwołują się do prostych skojarzeń, poruszając przy tym skomplikowane wątki – jak na przykład nazywać czarnych, kiedy słowo to zostało przed chwilą wymazane z odnalezionego dziennika? I tak, razem z wątkiem problematycznego nazewnictwa, w eter roznosi się stukot wbijanych klawiszy, a gdy mowa o antykoncepcji, na mikrofon zostaje naciągnięty rubasznie ogrywany później kondom. I choć może przez tego typu zabiegi, spektakl będzie, według niektórych, upraszczać kwestie nierozstrzygalne w pięć minut, to dzięki temu, uniknie on ryzykownego w tym wypadku moralizatorstwa. Oglądając Afrykę zaśmiejemy się częściej niż wzruszymy, tak samo jak podrygiwać będziemy w rytm piosenki, której słowa mogą trudno przechodzić przez gardło („my biała wspólnota możemy być dla siebie bliźnimi…”).

Trudno postrzegać przedstawienie Frąckowiaka jako zwartą całość, bowiem całość ma raczej charakter sekwencyjnego występu, w którym tematy zmieniają się tak szybko, jak zmienia się wygrywany na maszynie do pisania dźwięk. Jednak, jak już wspomniałem, celem autorów nie była spójna wypowiedź na zadany sobie temat (czy powtarzanie tego, co udało się ustalić kilka lat wcześniej w przedstawieniu W pustyni i w puszczy. Z Sienkiewicza i z innych), ale dotykanie różnych wątków bardziej na zasadzie wielu tropów i sugestii, niż pojedynczej tezy. Zmienna narracja budowana jest na przykład w oparciu o fotografię boleśnie okaleczonej afrykanki, trzymającej na rękach pozbawione nogi niemowlę. Zdjęciu ze sceny wytknięta zostaje pewna nieprzystawalność – sugestia, że może kobieta powinna mieć więcej blizn. Widzowie dostrzegają mechanizm propagandy i manipulacji, której po części są nie tylko ofiarami, ale i inicjatorami. Bo cóż innego słyszy fotografka, grana przez Anitę Sokołowską, jeśli nie to, że jej kadr staje się ciasną szufladą, w której chciałaby zmieścić swoich czarnoskórych modeli (pewnie po to, żeby wyglądali „jak w telewizorze”)? I to właśnie w emanującym energią i zaskakującym co raz to nowymi pomysłami spektaklu Frąckowiaka zdaje się działać bardzo silnie – motyw wkładania w mocno określony schemat i konfrontacji ze zmieniającymi się realiami funkcjonowania afrykańskiego świata. Mam na myśli aspekty polityczno-gospodarczo-światopoglądowe, od których nie sposób uciec, gdy mowa o przyczynach złej kondycji Czarnego Kontynentu. Z jednej strony, autorzy przywołują więc najważniejsze daty historii chrystianizacji (w tym oczywiście powołanie pierwszego czarnoskórego biskupa, czy słowa dwóch papieży, zakazujących używania prezerwatyw, pomimo alarmującej liczby zachorowań na AIDS). Z drugiej zaś, pojawia się temat niszczenia afrykańskich lasów przez wykupujących obszar biznesmenów, którzy robią to w białych rękawiczkach i pod płaszczykiem służby biedakom.

Pozycję bohaterów (od zamykania oczu na prezentowane fotografie, do głośnego komentowania sprawy ubóstwa przez świetną skądinąd Klarę Bielawkę), którzy bardziej żonglują emocjami, niż rzeczywiście przeżywają beznadziejność sytuacji, możemy także wiązać z pewną zmianą ich statusu. Jak na przykład w scenie, w której pełna wigoru Sokołowska, pozbawiona możliwości użycia aparatu amerykańskiej produkcji , zostaje częściowo rozebrana i pomalowana przez Murzynkę czarną farbą. Naga, czarna teraz pierś, staje się w tym momencie osobnym artefaktem, który dla bohaterki jest niejako ciosem wymierzonym przez obosieczny miecz. Zaskakująco zmienia się charakter postaci Sokołowskiej – pewność zostaje zastąpiona wstydem, tak jak ciało naznaczone pewnym, trudno dającym się nazwać, stygmatem. Fotografka jest także oskarżoną, będąc prawdopodobnie na usługach zafałszowujących mediów, osobą „pomiędzy”, tą, którą trudno wpasować w schemat ładnego obrazka (albo może lepiej – zdjęcia).

Choć każda z postaci ma w sobie trochę z kalki i stereotypu (impostacja Murzynki, zaradność i przebojowość Fotografki itp.) to nie sposób już od pierwszych chwil nie dostrzec świetnie zgranego ze sobą na polu aktorskim zespołu, który ani na moment nie wpada w karykaturę, czy śmieszność (przynajmniej nie tę niezamierzoną). Wszyscy potrafią się tu poruszać w niełatwej, choć świetnie skonstruowanej przestrzeni autorstwa Anny Marii Karczmarskiej i mówić dobry literacko tekst, który tak łatwo mógłby zmienić się w bełkot. „Opuszczając” Afrykę w głowie zostaje mi przede wszystkim kilka obrazów. Za sprawą inteligentnie kreujących swoje role aktorów (zespół TP nie bez powodu okrzyknięto niegdyś najlepszym w kraju) będzie to chociażby moment kojącego głosu Anity Sokołowskiej, opowiadającej dziecku o afrykańskiej szkole, bez dopasowanych ławek i napisu „lekcja” na zielonej tablicy. Za sprawą twórców z kolei, jest to błyskotliwe udowodnienie, że sekret tkwi w prostocie (a przez to bezpretensjonalności) wykorzystania różnego rodzaju elementów – symboli. Kropelki wody odsuwające się od siebie będę tutaj oczywistym nawiązaniem do powstawania i rozpadania się kolonii, a papierowe witraże, zawieszone na reflektorze natychmiast stworzą intymny klimat latarni morskiej. Na koniec nie będzie jednak konkretnego wniosku, ani recepty jak wdrożyć dość nieudolne w tej sytuacji Wolność, Równość i Braterstwo. Nie pojawi się też propozycja wspólnej walki ze zmanipulowanymi dokumentami o Afryce, na której wielu zapragnęło zarobić. Będzie natomiast nadzieja, że słowo Afryka to jedno z tych, które nie zostało wymazane z naszej pamięci.

Afryka_0459.52685154b32ee4610a91eaaf00851e8133 Afryka_0832.52685154b32ee4610a91eaaf00851e8133

http://www.teatrpolski.pl/afryka.html fot Magda Hueckel
http://www.teatrpolski.pl/afryka.html
fot Magda Hueckel