Wciskać w formę – recenzja spektaklu „Portret damy”

Ze sceny ulatnia się dym, który pozwala śledzić strugi światła wydobywające się z różnych części sceny. Czasami łagodnie rozproszony blask rozjaśnia przestrzeń z góry, czasami odbija się od rozstawionych w różnych zakamarkach luster, niekiedy wąski snop biegnący wzdłuż proscenium pozwalał aktorom na grę światło-cieniem. Innym razem reflektory z głębi sceny skierowane są w stronę publiczności tak, że widzimy jedynie zarysy postaci, które poruszają się we mgle niczym cienie. Tak wygląda jedna z pierwszych scen spektaklu. Ciemne sylwetki przesuwają się w rytm dźwięków fortepianu i kontrabasu. Pozwalają jednocześnie na rozpoznanie konturów wiktoriańskich sukien, męskich fraków. Portret Damy niemal od początku pokazuje jak ważna dla świata budowanego na scenie będzie forma (konwenans, tradycja). Kostiumy, scenografia i światło (Katarzyna Borkowska) tworzą tu senny, zamglony, trochę nostalgiczny obraz czasów fin de siècle. Muzyka (zespół Chłopcy kontra Basia) wprowadza w akcję dynamikę i witalność, natomiast ruch sceniczny (Dominika Knapik), poprzez swoją sztuczność zdaje się ją kontrapunktować – nawet jeśli momentami stylizowany jest na manueta, albo balet.

Do tego pełnego uwodzących i krępujących form świata przybywa Isabela Archer – „dzikuska” z Ameryki, która po śmierci rodziców przepływa Atlantyk, by poznać swoją rodzinę w Wielkiej Brytanii. Piękna, otwarta, żądna wiedzy i nowych wrażeń główna bohaterka (Katarzyna Dałek) swoim pojawieniem się reorganizuje życie toczące się w posiadłości wuja. Jej postawa zdaje się być nietypowa: Izabela chce się kształcić – poznawać kulturę Europy, zasady rządzące życiem towarzyskim, by móc świadomie decydować o sobie, nie zatracając tego, co dla niej najważniejsze: wolności i niezależności. Dziewczyna stara się zachować autonomię w otaczającym ją świecie – nie może zrozumieć, że dla kobiety w Europie schyłku XIX wieku jedyną dostępną drogą kariery i spełnienia jest małżeństwo. Dlatego odrzuca zaręczyny Lorda Warburtona i Caspara Goodwooda (w obu rolach Piotr Biedroń). Inny zalotnik, kuzyn Izabeli – Ralph (Michał Jaros),  nigdy nie poprosił  jej o rękę. Zdążył na tyle poznać Amerykankę, żeby wiedzieć, jak bardzo ceni sobie niezależność. Mężczyzna sądził także, że prawdziwą niezależność mogą dać kobiecie pieniądze i to za jego sprawą Izabela otrzymuje pokaźny spadek.

Reżyserka, Ewelina Marciniak, i autorka adaptacji Magda Kupryjanowicz poświęcają w spektaklu dużo miejsca na zarysowanie charakteru Archer. Bohaterka jest entuzjastycznie nastawiona właściwie do wszystkiego, łącznie z „angielską pogodą”. Kobieta uczy się nosić ciężkie suknie, parzyć herbatę, a także wypełniać podstawowe zasady bon tonu. Swoją przyjaciółkę zza oceanu, Henriettę Stackpole (Katarzyna Z. Michalska), bardzo sceptycznie odnoszącej się do europejskich tradycji, traktuje z dużym pobłażaniem. Isabela jest nieco kokieteryjna w stosunku do mężczyzn (odtrąca Warburtona, ale pyta, czy zrezygnowałby dla niej z majątku). Wydaje się, że nad każdą z tych relacji to właśnie ona sprawuje najważniejszą kontrolę. Dopiero przy Madame Merle (Sylwia Góra-Weber) główna bohaterka pokazuje uległość. Starsza kobieta pociąga ją swoim wyrafinowanym gustem oraz spokojem, na który zapracowały lata niełatwych doświadczeń. Zaufanie do Merle wydaje się jedyną słabością Izabeli. Dziewczyna, już po odziedziczeniu majątku, oddaje się jej w opiekę, nie mając żadnej świadomości, że oto właśnie stała się przedmiotem transakcji – Merle będzie chciała zapewnić szczęście swojej dawnej miłości – Gilbertowi Osmondowi. Temu do szczęścia potrzebne okażą się właśnie pieniądze głównej bohaterki.

W powieści Henry’ego Jamesa, Izabelę uwodzi nie tylko tajemniczość Osmonda, ale także jego nienaganne zachowanie, inteligencja, wrażliwość na sztukę i piękno. Trudno powiedzieć, co mogło się spodobać Izabeli w Gilbercie kreowanym przez Marka Tyndę. Aktor ma bardzo miękkie, łagodne ruchy – szczegółowo wypracowane i wykonane. Podobny jest jego sposób mówienia – niski, spokojny głos o ładnym brzmieniu. Postać jest karykaturą amanta i jako taka zdaje się bardziej odpychać niż uwodzić. Dlaczego zatem Izabela – obdarzona przez twórców spektaklu silnym charakterem – zakochuje się w karykaturze? Czy tak bardzo popsuły ją pieniądze? A może po prostu ciążyła jej ta cała fortuna? Czyżby po raz kolejny miało okazać się, że „miłość jest ślepa”? Wydaje się, że twórcy przez niekonsekwentne budowanie ról – pogłębione psychologicznie portrety kobiet i przejaskrawione wizerunki mężczyźn- chcieli udowodnić, że to ci drudzy tworzą i pielęgnują skostniałe schematy, z których kobiety nie mają szans uciec, nawet będąc w pełni świadomymi swoich uległych pozycji. Z drugiej strony, ta dysproporcja pozbawia sytuację wiarygodności. Izabela, zawierająca związek z odpychającym Osmondem, budzi w nas bardziej litość, niż jakąkolwiek wolę sprzeciwu.

Również na poziomie adaptacji tekstu trudno przejąć się losami panny Archer. Pierwsza, trwająca dwie godziny część jest wydłużoną ekspozycją, przedstawieniem świata i tworzących go bohaterów. W drugiej, znacznie krótszej sekwencji, twórcy za szybko i zbyt skrótowo starają się przedstawić podróż Izabeli po Europie, skrótowo potraktowany zostaje zarówno etap dojrzewania naszej bohaterki, jak i relacja jaką nawiązuje ze swoją protektorką. Przez to powstaje silne wrażenie jakby twórcy, zmęczeni dbaniem o detale, chcieli jak najszybciej doprowadzić do kulminacji dramaturgii spektaklu.

Spektakl Portret damy dotyka tematu dojrzewania kobiety i napięcia między jej niezależnością i samoświadomością, a rolą, w którą próbuje wcisnąć jednostkę opresyjne społeczeństwo. Ważna staje się w wypadku tego typu narracji forma – nie ta metaforyczna, ale rozumiana generalnie jako materia spektaklu. To właśnie ona stanowi finalnie największą siłę gdańskiego przedstawienia.

Porannie do kawy, czyli na co zapraszają Młodzi Krytycy w VIII dzień Festiwalu.

W VIII dniu festiwalu ogranizatorzy zapraszają nas na KINOTEATR o godzinie 11:00 – mała scena Teatru im. Wandy Siemaszkowej – podczas którego będzie prezentowana telewizyjna wersja dramatu „Broniewski” Radosława Paczochy w reżyserii Adama Orzechowskiego.

O godzinie 14:00 zapaszamy na małą scenę Teatru im. Wandy Siemaszkowej, na której odbędzie się debata ARTYSTA W „CZASIE OBURZENIA”. W debacie udział weźmą: Łukasz Drewniak; Jan Nowara; Adam Orzechowski; Joanna Ostrowską; rozmową pokiruje Joanna Puzyna-Chojka.

W dniu dzisiejszym będziemy mieli przyjemność zobaczyć spektakl Eweliny Marciniak „PORTRET DAMY” – godzina 20:00, duża scena Teatru im. Wandy Siemaszkowkiej. Spektakl ten jest ostatnim, dziesiątym, przedstawieniem konkursowym.

Zapraszamy serdecznie!